środa, 7 maja 2014

I


„Choćby zasięg tego, co człowiek na świecie dokonuje, był największy, jeżeli nie wywiązuje się z obowiązków wobec rodziców, to wszystko inne jest kalekie.” 
~ Herman Auerbach

Nazywam się Kaya Lucianda Donevane i mam szesnaście lat. Jestem mieszkanką Północy. Minęło dziesięć lat od wybuchu bomby termojądrowej na południu naszego kraju, Créapiti, podczas wojny o władzę. Dziś nasze społeczeństwo dzieli się na dwie części. Jedną, tą na północy zamieszkujemy my. Nazywają nas Północnymi. Niczym nie różnimy się od ludzi, którzy zamieszkiwali te tereny kilkaset lat temu, przed III Wojną Światową. Nie jesteśmy skażeni. Nie jesteśmy chorzy. Dlatego jesteśmy od nich oddzieleni. Mogą z łatwością zrównać nasze społeczeństwo z ziemią. Mogliby, gdyby nas nie było tak dużo i gdybyśmy nie byli na to przygotowani. Każdy z nas szkoli się na przyszłość. Jesteśmy strażnikami, doktorami, nauczycielami… Niestety nie mamy zbyt dużej kontroli nad tym, co dzieje się po drugiej stronie. Południowi rosną w siłę. Pewnego dnia mogą tu wkroczyć i zabić nas wszystkich. Szkolenie zaczynamy w wieku siedemnastu lat, a kończymy gdy mamy dwadzieścia. Ja rozpoczynam je w przyszłym miesiącu. Wiem już kim chcę zostać. Pójdę na mur jak moi rodzice. Dziewczyny z mojej szkoły chcą sobie znaleźć jakąś łatwą pracę, prawdopodobnie źle płatną. Mi zależy na przyszłości, ale wszystkie moje plany mogą legnąć w gruzach, jeśli tylko Południowi wymkną się spod kontroli. Co raz częściej słyszę szepty rodziców, że coś się dzieje. Już prawie nie widzę ich uśmiechniętych. Mają dosyć niebezpieczny zawód. Dlatego chcę robić to samo. Moje życie jest zbyt nudne.
***
Ze szkoły wracam do domu w jakieś piętnaście minut. Zwykle zajmuje to dłużej, ale dzisiaj się śpieszę. Do rozpoczęcia szkolenia zostały trzy dni. Najpóźniej dzisiaj o dziewiętnastej muszę zanieść formularz z informacją, jakiego zawodu adeptką chcę zostać. Pytałam się rodziców, co o tym myślą. Powiedzieli, że w porządku, jeśli rzeczywiście tego chcę. Nie jestem zdenerwowana. Zawsze wiedziałam, że taka będzie moja przyszłość. Oczywiście dostać się na szkolenie nie jest łatwo. Jeśli mnie nie wezmą, będę musiała wrócić do szkoły i dopiero po kilku latach starać się o pracę. Bez odpowiedniego wykształcenia moje szansę na jej zdobycie będą bliskie zeru. Nie martwię się o to. Idąc wyciągam z torby kanapkę, której nie zdążyłam zjeść wcześniej. Odpakowuję ją i biorę gryz. Powoli przełykam kęs, ale mam ochotę to zwymiotować mimo, że jestem głodna. Mój dom stoi przy spokojnej ulicy na obrzeżach miasta. Nie ma tu hałasu w przeciwieństwie do centrum, ale niestety mieszkamy tylko kilkadziesiąt kilometrów od muru w północno-wschodniej części kraju. Widzę go z okna mojej sypialni i czasami patrząc na niego, zamykam oczy i wyobrażam sobie, że się zawala. Potem szybko je otwieram i zganiam się za takie rozmyślenia. To byłoby złe dla nas wszystkich, doprowadziłoby do upadku Créapiti. Rozważając to wszystko ledwo dostrzegam, że dochodzę do domu. Muszę wbić kod, żeby dostać się do środka. Wstukuję po kolei cyfry 3105 i czekam, aż drzwi się otworzą. Gdy tak się dzieje, wchodzę do środka i mówię:
– Dzień dobry!
Jestem zaskoczona, gdy słyszę odpowiedź:
– Dzień dobry, kochanie! – Mama wychodzi z kuchni, a ja rzucam jej się w objęcia.
Ciągle ma na sobie ciemnozielony mundur strażnika muru i broń przy pasie. Jej długie blond włosy są upięte w kok, żeby nie przeszkadzały jej podczas pracy. Ma promienny uśmiech.
– Nie wiedziałam, że wrócisz tak wcześnie – oznajmiam i odsuwam się od niej.
– Nie mogę przecież pozwolić, żebyś dokonała najważniejszej decyzji w swoim życiu bez mojego wsparcia – mówi.
– Mamo, nie musiałaś…
Kręci głową ze śmiechem.
– Oczywiście, że musiałam. Czyli jesteś pewna na sto procent, że idziesz na mur? – pyta.
Nie chce, żebym tam szła. Rozumiem.
– Tak. – Kiwam głową.
Nadal się uśmiecha, ale widzę jakiś smutek w jej oczach.
– Właśnie tego chcę – dodaję. – Poradzę sobie.
Jestem tego pewna. To będzie największy wysiłek w moim życiu, ale jednocześnie również ogromna przygoda.
– W takim razie nie traćmy czasu. Przebierz się i idziemy.
– Okej – zgadzam się i wychodzę na górę do swojego pokoju.
Ciągle mam na sobie mundurek szkolny składający się z szarej spódnicy i koszuli. Nienawidzę spódnic. Przebieram się w czarne spodnie i podkoszulek. Na dworze jest zimno, więc biorę jeszcze brązową kurtkę, która jest na mnie trochę za duża. Przebieram trampki na ciężkie buty i podwójnie zawiązuję ich sznurowadła. W szkole włosy muszę mieć upięte lub związane, a teraz uwalniam je z pośpiesznie zaplecionego nad rankiem kłosa. W moim pokoju jest jedno lustro, tuż nad komodą. Zerkam w jego kierunku. Wyglądam niedbale i nie tak jak według niektórych powinna wyglądać dziewczyna. Uśmiecham się pod nosem. Wracam na parter i razem z mamą kieruję na zewnątrz.
– To dość daleko – zauważam, idąc za nią wąskim chodnikiem. – Idziemy pieszo?
– Pojedziemy pociągiem – oznajmia.
Wzruszam ramionami. Stacja, na której mamy wsiąść mieści się całkiem niedaleko. Dochodzimy do niej, a mama studiuje rozkład jazdy, który przywieszony jest na znaku ostrzegającym o przejeździe kolejowym bez zapór.
– Powinien być za trzy minuty – informuje mnie. – Raczej się nie spóźni.
Kiwam głową. Patrzę tęsknie w kierunku jej pistoletu. Kiedyś, gdy byłam młodsza, ojciec dał mi jeden bez magazynku dla zabawy. Od tamtej pory zapragnęłam w ręku trzymać prawdziwy. Oczywiście nie chcę zabijać. Chcę mieć władzę. Pociąg przyjeżdża we właściwym czasie i zatrzymuje się, żebyśmy mogły wejść. Moja mama kasuje dwa bilety. W środku nie ma krzeseł, więc musimy ustawić się pod ścianą. Kilka osób już jest środku. Rozpoznaję tylko dwoje, Ashley Trival, dziewczynę z mojej szkoły oraz jej ojca, kardiologa zatrudnionego w pobliskim szpitalu. Mężczyzna obdarza moją matkę skinięciem głowy. To oznaka szacunku dla strażników muru. Kiedyś mi też będą go okazywać.
– Też idziecie złożyć papiery? – pyta mama.
– Tak – odpowiada Trival. – Ashley idzie na medycynę jak ja.
Dziewczyna przygląda się mi i mojej matce na zmianę. Ja też kątem oka ją obserwuję. Jest całkiem ładna. Ma ciemne włosy, upięte w kok i szaroniebieskie oczy w kształcie migdałów. Jest ubrana w elegancką sukienkę i beżowy płaszcz. Wygląda na o wiele starszą niż jest. Powinnam się czuć przy niej głupio, ale tak nie jest.
– A Kaya idzie na…? – Doktor bacznie mi się przygląda.
Ma to samo mądre spojrzenie, co jego córka.
– Na mur – wyręczam moją mamę i unoszę wysoko podbródek jakbym bardzo chciała uświadomić im, że jestem z tego powodu dumna.
Wydaje mi się, że słyszę ciche prychnięcie dochodzące ze strony Ashley. Pociąg rusza. Okna są otwarte i wiatr rozwiewa moje włosy. Powstrzymuję się od wystawienia głowy przez jedno z nich. Mijamy moje miasto i kierujemy się na południe, do centrum. Domy na widoku pojawiają się coraz rzadziej. Moim oczom ukazują się pola uprawne i pastwiska. Pociąg porusza z prędkością około dwustu kilometrów na godzinę, więc powinnyśmy dotrzeć na miejsce za niecałe dwie. Zatrzymujemy się na kolejnej stacji w Pulvis, mieście położonym na południe od mojego i do środka wchodzi więcej osób. Oni też zauważają moją matkę i kiwają przed nią głowami. Prawie wszyscy to jej znajomi. Ktoś staje obok mnie. Poznaję go. To Tey, mój kolega, z którym bawiłam się, gdy byłam młodsza. On ma teraz dwadzieścia dwa lata. Kiedyś mieszkał w Auster, moim mieście, ale przeprowadził się do Pulvis, bo tam łatwiej jest znaleźć pracę. Wiem, że szkolił się na budowlańca. Nie widzieliśmy się od pięciu lat. Nie zmienił się za bardzo. Ma włosy takiego koloru jak moje i duże szare oczy. Jest blady, ale nie tak bardzo jak na mieszkańców tych terenów. Prawie wszyscy z nas mają jasną cerę i włosy.
– Tey – szepczę do niego.
Przenosi na mnie znudzone spojrzenie i po chwili, rozpoznając z kim rozmawia, uśmiecha się szeroko.
– Kaya – mówi. – Co tutaj robisz?
– Dzisiaj wybieram przedmiot mojego szkolenia – oznajmiam.
– Tak? To super, co wybierasz?
– Mur – odpowiadam.
– Jakoś mnie to nie dziwi – mruczy z chytrym uśmieszkiem. – Zawsze byłaś trochę… porywcza i wojownicza.
– Mam nadzieję, że to komplement.
– Oczywiście.
Wybuchamy śmiechem. Potem jeszcze długo rozmawiamy. Tey opowiada mi o pracy, o swojej narzeczonej i innych sprawach. Wiedzie mu się całkiem dobrze. Cieszę się, że jest szczęśliwy. Dopiero teraz orientuję się jak bardzo brakowało mi przyjaciół przez ostatnie kilka lat.
– Sage przecież też jest strażnikiem w twoim sektorze – przypomina sobie Tey.
Sage był członkiem naszej paczki, który bardzo lubił się bić. Często miał przez to kłopoty.
– Jeszcze nie wiem w jakim będę sektorze – wyjaśniam.
Jest ich siedemnaście. Najbliżej mojego miasta znajduje się Sektor C. Jest tuż przy oceanie, zresztą jak wszystkie oprócz tych na samym południu. One oddzielają nas od wrogich terenów Południowców. Szczerze to tam jest najniebezpieczniej. Zdarzyło się kilka ataków z ich strony, a u mnie nigdy. Największy z nich to Sektor A, tuż przy której mieści się przystań.
– Powinni cię przydzielić do tego, co twoi rodzice. – Głos Teya wyrywa mnie z zamyślenia.
– Mam nadzieję, że tak zrobią – przyznaję.
Nie chcę opuszczać Auster ani rodziny. Jestem przyzwyczajona do północnych chłodów. Kolejny przystanek jest w Petrae.
– Na mnie już czas – mówi Tey i ściska mnie na pożegnanie, a następnie wysiada.
Mama podchodzi do mnie.
– To był Tey? – pyta patrząc na wyjście, przez które przed sekundą wyszedł.
Drzwi znowu się zamykają i pociąg rusza.
– Tak – potwierdzam.
– Dobry Boże, ale się zmienił – mówi, a ja wywracam oczami.
– Przeprowadził się do Pulvis i ma tam pracę oraz narzeczoną – oznajmiam.
– To świetnie – cieszy się. – A ty nadal możesz zmienić zdanie.
Parskam śmiechem.
– Chyba raczej nie zmienię.
Uśmiecha się delikatnie, ale jej oczy pozostają zmartwione. Czym się tak przejmuje? Będę robiła to samo co ona. Kilkanaście minut później w końcu dojeżdżamy do stolicy, czyli Regit. Jest ono największym miastem w Créapiti. Znajduje się tu pełno wysokich wieżowców pokrytych szybami, w których odbija się blask zachodzącego słońca. Gdy z matką wychodzimy na stację, zapach spalin uderza mnie w nozdrza. Powietrze jest tu cięższe niż w Auster. Widzę, że jest tutaj nawet dworzec, a nie mały przystanek jak w miastach, które minęłyśmy.
– Chodź – mówi mama i kieruje się w stronę głównego wejścia.
Budynek jest prawie cały zrobiony ze szkła. Gdy podchodzimy pod niego, automatyczne drzwi się przed nami otwierają.
– Muszę kupić jeszcze bilety na powrót – wyjaśnia i ustawia się w kolejce.
Kiwam głową i w zamyśleniu patrzę z powrotem na peron, z którego przyszłyśmy. Trivalowie i parę innych ludzi również już opuściło pociąg. Teraz rozchodzą się w różne strony. Mama wraca po mnie i odchodzimy.
– Gdzie jest urząd? – pytam.
Idziemy chodnikiem po ulicy, której nazwy nie potrafiłam zapamiętać. Mijamy dużo sklepów, biur i mieszkań.
– Tuż za rogiem. – Wskazuje mi kierunek.
Moim oczom ukazuje się wysoki budynek w ogromną ilością okien. Przechodzimy przez obrotowe drzwi do dużej, elegancko urządzonej recepcji. Jest tu kilka biurek, przy których siedzą urzędniczki jednocześnie robiące coś na komputerach i rozmawiające z gośćmi. Ustawiamy się w kolejce do jednej z nich. Kobieta ma ciemne włosy obcięte na pazia i skośne brązowe oczy. Uśmiecha się miło do swojej rozmówczyni, prawdopodobnie matki wysokiego chłopaka, ubranego w elegancki garnitur, stojącego tuż przy niej. Blask lampy sufitowej oświetla jego mokre od potu czoło. Denerwuje się. Czy ja też powinnam? Urzędniczka wskazuje tamtym windę i podaje numer piętra, na które powinni się udać. Ten chłopak na pewno nie chce iść na mur.
– Chodźmy. – Mama ciągnie mnie za rękę i prowadzi do biurka.
Siada w skórzanym fotelu i uśmiecha się do kobiety.
– Dzień dobry – odzywa się uprzejmym tonem. – Mam na imię Tara Donevane, a to moja córka, Kaya.
– Witam – odpowiada urzędniczka. – Jestem Kathleen Velynee. W czym mogę pomóc?
– Chciałybyśmy wiedzieć, na które piętro powinnyśmy się udać, chcąc znaleźć urząd od straży na murze.
Velynee robi zdumioną minę i przygląda się mi uważnie.
– Na mur? Taka ładna dziewczyna?
Czuję przypływ złości. Biorę głęboki oddech.
– Tak, na mur – potwierdzam.
Chcę jeszcze coś dodać, ale moja matka patrzy na mnie karcąco. Mój ton rzeczywiście jest dość chłodny, ale to u mnie zwykłe.
– To będzie szóste piętro – oznajmia. – Chyba są akurat wolni.
Moja matka dziękuje, podpisuje coś i razem ze mną kieruje się w stronę windy. Do środka wchodzi jeszcze parę osób. Żadnej nie poznaję. Większość ma ciemniejszą cerę, która wskazuje na południowe pochodzenie. Patrzę znudzona w ekranik z wyświetlonym numerem piętra, na którym obecnie się znajdujemy. Bardzo szybko dojeżdżamy na właściwie i jako jedyne wychodzimy na ten korytarz. Widok z okna jest oszałamiający, chociaż to nie najwyższe piętro. Słońce już prawie zaszło, widzę tylko jego mały skrawek na horyzoncie. Mama podchodzi do drzwi oznaczonych liczbą 604 i wzrokiem nakazuje mi, żebym do niej dołączyła. Przez chwilę jeszcze obserwuję miasto i jego coraz częściej zapalane lampy, ale w końcu podchodzę do niej.
– Nie mogę tam wejść – oświadcza.
– Skąd wiesz, że to ten pokój? – pytam.
Uśmiecha się lekko.
– Zapominasz, że jakieś dwadzieścia lat temu ja też tutaj byłam.
– Więc po co pytałaś o piętro?
Wzrusza ramionami.
– Dlaczego nie możesz tam wejść? – Marszczę brwi.
Nie chcę pokazać, że się denerwuję. Powinnam?
– Bo to ciebie będą oceniać.
– Ale… w takim razie, nie stawisz się za mną – jęczę.
– Nie mogę – mruczy. – Ale nie powinnaś się przejmować. Masz to we krwi.
– Tak myślisz?
– Ja to wiem.
– To dlaczego na początku byłaś nieprzychylna mojej decyzji?
– Bo…
– Tylko nie mów, że dlatego, że to niebezpieczne. Właśnie dlatego chcę to robić.
– Wiem.
Moją twarz rozjaśnia słaby uśmiech.
– Dasz radę.
Kiwam głową, robię głęboki wdech i pukam do drzwi.
– Proszę wejść! – Słyszę.
Chwytam moją mamę za rękę i ściskam mocno. Uśmiecha się i wskazuje na drzwi. Puszczam ją i rzucam jej ostatnie, przestraszone spojrzenie. Jednak się boję. Naciskam na klamkę i wchodzę do środka.

26 komentarzy:

  1. ciekawie się zaczyna . ;3 poinformuj mnie u mnie w zakładce " Wasze blogi " o następnym . <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Bardzo mnie cieszy, że ci się podoba. :)
      Oczywiście, że cię poinformuję. :D

      Usuń
  2. Witam, wpadłam, bo zostawiłaś u mnie mały spam.
    Historia bardzo mi się podoba a początek napisany bardzo ciekawie. Jestem ciekawa, jak pokierujesz dalej losem głównej bohaterki.
    Proszę, informuj mnie o nowych notkach.
    Pozdrawiam, Faith.

    http://trybuci-dystryktu-czwartego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Będę się starała informować o każdej notce. Cieszę się, że ci się podoba.
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
  3. No, no, Kajak już na wstępie szpani imieniem.

    ''Oczywiście nie chcę zabijać. Chcę mieć władzę.''
    Oczywiście, Kajaczku, kochanie, oczywiście.

    ''Mężczyzna obdarza moją matkę skinięciem głowy. To oznaka szacunku dla strażników muru. Kiedyś mi też będą salutować.''
    Tak właściwie, to skinięcie głową nie jest salutem.

    ''Okna są otwarte i wiatr rozwiewa moje włosy. Powstrzymuję się od wystawienia głowy przez jedno z nich.''
    http://www.youtube.com/watch?v=ltZ9SJ0r2ks

    ''Dopiero teraz orientuję się jak bardzo brakowało mi przyjaciół przez ostatnie kilka lat.''
    Że też w ogóle jakiś miała, wredota jedna. :D

    ''– To był Tey? – pyta patrząc na wyjście, przez które przed sekundą wyszedł.''
    A nie, bo Stwórca.

    ''– Tuż za rogiem. – Wskazuję mi kierunek.''
    wskazuje*

    ''– Dzień Dobry – odzywa się uprzejmym tonem.''
    A Czemuś To Z Dużej?

    ''Mój ton rzeczywiście jest dość chłodny, ale to u mnie zwykłe.''
    No, nawet bardzo!

    ''– Więc po co pytałaś o piętro?''
    Chciałam zapytać dokładnie o to samo! ;-; Synchron z Kajakiem nie wróży nic dobrego.

    Czekam na następny, frajerko.

    Carmen. (vel Oszukać Przeznaczenie 6)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaya przecież jest miła. -_-
      Dziękuję za wypatrzenie moich... błędów. ;-;
      Pa.
      Tocz się.

      Usuń
    2. Turlaj dropsa.
      Poza tym, Kaya jest milutka. Bardzo. :D

      Usuń
  4. Nie no nie mogę! Carmen i jej komentarze ;-;
    Rozdział świetny XD
    Szpan imieniem :3
    Ale mimo to mi się podoba <3
    Powiadamiaj mnie, bo zapomnę!
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej, okej. Dziękuję. <3
      Komentarze >.<
      :3
      Papa. Pozdrawiam. xd

      Usuń
    2. Czy ktoś ma coś do moich komentarzy? *łypie spod brwi*

      Usuń
  5. Bardzo podoba mi się ten rozdział, ale przeszkadza mi brak akapitów.
    Tekst zlewa się w jeden, olbrzymi ciąg liter i strasznie męczą się przez to oczy.

    Coraz bardziej zastanawia mnie, co wydarzy się w kolejnych rozdziałach, więc lecę czytać.
    Minoo

    OdpowiedzUsuń
  6. Dlaczego wszyscy potrafią wymyślać cudne nazwy ;_; To niesprawiedliwe.
    Rozdział był wspaniały, Kayla też, trzymam kciuki za nią, żeby się jej udało.
    Jestem podekscytowana czy przyjmą Kaylę, dlatego lecę do następnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudne nazwy? :D To znaczy jakie? :)

      Usuń
    2. Takie... że faktycznie miasta mogą się tak nazywać. No i cudowne, czyli po prostu piękne ;>

      Usuń
  7. Już lubię Kayę :) jest wredna, podoba mi się to. Ale nic kompletnie nie rozumiem, chociaż może to przez to, że nie wspomniałaś za dużo o wojnie i w ogóle mam mętlik w głowie. Zastanawiam się, co z tym chłopakiem i może jeszcze zdążę przeczytać jeden rozdział, to się dowiem :)
    Sekretna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, to prawda Kaya jest wredna. I samolubna. ;)
      Hm, o wojnie jest wspomniane w drugim rozdziale, ale skoro jeszcze nie doszłaś, to możesz nie rozumieć. ^^
      A tamten chłopak... cóż, prolog nie ma zbyt dużo wspólnego przynajmniej z początkiem akcji. Jednak radzę zapamiętać jego bohatera. ^^

      Usuń
  8. Heej :3 dzisiaj przeczytałam tylko jeden rozdział i prolog u Ciebie, ale postaram się wszystko nadrobić :3, gdy bd mieć więcej czasu. Fabuła ciekawa. Wydaję mi się, że Kaya dostanie się na mur. Na początku myślałam, że coś będzie z tym Tey 'em ( jakaś miłoźdź ) ale ma narzeczoną :3 . Fajnie, też, że umieściłaś cytat przed rozdziałem :D a co do prologu to taki tejemniczy i czy ten chłopak bd z K ? :3
    Okej.. Ja już kończee :33 spodziewaj się mnie za ... Kilka dni .. Lub jutro :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz.
      Haha, czasem gościu od "miłoździ" nie pojawia się już od razu, ale w następnych rozdziałach znajdziesz więcej kandydatów do tej opcji. xd
      Więc mam nadzieję, że jeszcze tu wpadniesz i sama się przekonasz. ;)

      Usuń
  9. Rozdział bardzo mnie zaciekawił, czytało się go bardzo lekko. Od razu bardzo polubiłam Kayę. Mam wrażenie że inspirowałaś się Niezgodną i Igrzyskami Śmierci.
    Jeżeli tak nie jest to sorka za podejrzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, ty nie czytałaś Niezgodnej, dziecko XD
      Igrzyskami się nie inspirowałam wcale a wcale. :o

      Usuń
  10. Zostawiłaś u mnie spam więc jestem :D. Przeczytałam zarówno prolog jak i pierwszy rozdział i przyznam, że od samego początku już mi się podoba. Kocham opowiadania o tematyce futurystycznej, więc choćby za to masz dużego plusa :D. Kolejnego masz za narrację w czasie teraźniejszym. W blogosferze rzadko się z nim spotykam. Nie wiem dlaczego, bo sama piszę w czasie teraźniejszym i jest mi jakoś łatwiej niż pisząc w czasie przeszłym. Dobra, bo odbiegam od tematu :D.
    Fabuła od razu mnie zaciekawiła. Świat po III wojnie światowej, podział na Północnych i Południowych. No i Kaya! Na wstępie ją polubiłam, choć wydaje mi się trochę arogancka.
    Co do Twojego stylu pisania, to tak naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Opisy są ładnie zbudowane i odpowiedniej długości, rozdział też nie był krótki, więc czego chcieć więcej? Zaintrygowałaś mnie, z pewnością zostanę tutaj na dłużej. Zastanawiam się tylko, czy chłopak z prologu odegra jakąś ważniejszą rolę i czy jego los skrzyżuje się z losem Kayi... No nic, jak przeczytam dalej, to może co nieco mi się wyjaśni :D.
    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, że wpadłaś mimo, że zostawiłam dość chamską reklamę ;/ Oczywiście zajrzę też na twojego bloga, ale komentarzy możesz oczekiwać pojutrze najwcześniej. ;)
      Cieszę się, że ci się spodobało. Naprawdę tak wiele miłych słów cieszy oczy. ^_^

      Usuń
  11. A więc poznajemy główną bohaterkę. No no sprawia wrażenie twardej babki przy tym aroganckiej i z dodatkiem nutki wredoty. Od razu przypadła mi do gustu. Lubie bohaterów z charakterem, a nie rozmazane ciepłe kluski ;_; Nie jestem pewna czy rozumiem decyzję bohaterki o tym aby starać się o posadę przy murze. W porządku jest pełna pasji, głodna przygód i w dodatku tym właśnie zajmują się jej rodzice, ale przecież to niebezpieczne, jest tyle innych zawodów. Cóż jeśli ją przyjmą, a zakładam, że tak będzie, to pogodzę się z jej decyzją ;) Mimo to chyba jestem trochę jak jej matka i martwię się, że ten wybór to błąd. Sama nie wiem czemu ;d Zaczęłaś dość spokojnie. Przejazd pociągiem by dostać się do urzędu. Podoba mi się twój styl pisania, a fakt, że narracja jest pierwszoosobowa i to jeszcze w czasie teraźniejszym sprawia, że daję ci ogromnego plusa. Piszesz ciekawie i przedstawiasz coś oryginalnego. Okej spotkałam się już z historiami dotyczącymi życia bohaterów po wybuchu bomby, ale tylko ty ukazujesz to tak, że życie toczy się dalej bez jakich skażonych zombie i ludzi w kombinezonach. Cóż podsumowując jestem pod wrażeniem ;) Na razie tyle ode mnie. Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony
CREDITS
Photo1 Photo2 Photo3 Photo4 Texture1 Texture2